Eugeniusz Mironowicz
W okresie rewolucji solidarnościowej i stanu wojennego (1980-1982)
Na początku lat osiemdziesiątych niektóre miejscowości, wcześniej zamieszkałe przez Białorusinów, uległy niemal całkowitemu wyludnieniu. Mieszkańcami wsi pozostawali wyłącznie ludzie starzy. Już na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych liczba zgonów w niektórych gminach wschodniej Białostocczyzny znacznie przewyższała liczbę urodzeń. W zachodniej części województwa, zamieszkałej przez Polaków, tendencje były odwrotne. Podobnie jak w całym kraju następowała tam fala wyżu demograficznego.
Źródeł załamania demograficznego w gminach wschodniej Białostocczyzny można upatrywać w polityce ekonomicznej władz państwowych w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Jak stwierdzali ekonomiści z Ośrodka Badań Naukowych w Białymstoku środki inwestycyjne i obrotowe, będące przedmiotem rozdziału na szczeblu centralnym i wojewódzkim, były tu relatywnie niższe niż w pozostałej części województwa, obciążenia finansowe były natomiast większe, mimo niższej produkcji i dochodów. Inwestycje w zakresie budownictwa mieszkalnego, budowy dróg twardych, linii kolejowych, sieci telefonicznej, zaopatrzenia w wodę, szkolnictwa, ochrony zdrowia w porównaniu do reszty kraju występowały tu w symbolicznych rozmiarach. Polityka ta, w systemie centralnego planowania oraz reglamentacji środków materiałowych i finansowych, skazywała ten region na pogłębienie jego opóźnienia cywilizacyjnego.
W drugiej połowie lat siedemdziesiątych rozpoczęto w gminie Narewka budowę wielkiego zbiornika wodnego „Siemianówka” z przeznaczeniem na stworzenie ośrodka wypoczynkowego dla mieszkańców Białegostoku, Warszawy i Śląska. Zatopiono kilkanaście nadgranicznych wsi zamieszkałych przez ludność białoruską. Ich mieszkańców przesiedlono do kilku naprędce wybudowanych w polu bloków. W ciągu następnych kilkunastu lat nie uczyniono nic dla zagospodarowania tego sztucznego jeziora.
Wraz z wyludnianiem się gmin wschodniej Białostocczyzny i emigracją ludności białoruskiej do miast, w końcu lat siedemdziesiątych pojawiły się pierwsze pomysły sprowadzenia na te tereny osadników z centralnej Polski. Plany te rozpoczęto realizować na początku następnej dekady. Osadnicy otrzymali pierwszeństwo w przydziale kredytów, maszyn rolniczych, materiałów budowlanych. Bez trudu uzyskiwali wszystko to, na co latami czekali miejscowi rolnicy. Przybysze najczęściej ograniczali swoją działalność gospodarczą do wykonywania usług dla miejscowej ludności za pomocą nabytego na kredyt sprzętu. Nie byli jednak w stanie utrzymać się na ziemi pozbawionej wszelkiej infrastruktury. Wykorzystując istniejącą sytuację finansową w kraju, większość osadników sprzedawała częściowo zużyty sprzęt Białorusinom po cenie znacznie wyższej od ceny nabycia, spłacając za te środki zaciągnięte kredyty, a resztę przeznaczając na zagospodarowanie się w nowym miejscu zamieszkania.
W dekadzie lat siedemdziesiątych nastąpiło załamanie szkolnictwa białoruskiego na Białostocczyźnie. Przyczyny tego zjawiska były wielorakie. Wyludnianie się wsi białoruskich powodowało konieczność zamykania szkół wiejskich, gdzie najczęściej siłą inercji nauczano jeszcze języka białoruskiego jako przedmiotu. W tworzonych zbiorczych szkołach gminnych zazwyczaj tego przedmiotu już nie było. Skuteczną barierę stanowiło także obowiązujące zarządzenie ministra oświaty z lutego 1971 r. „o pełnej dobrowolności nauczania języka białoruskiego”, nakazujące rodzicom coroczne wypełnianie deklaracji wyrażających wolę, aby ich dzieci uczyły się języka ojczystego. Dyrektorzy szkół, którzy nie byli zainteresowani nauczaniem języka białoruskiego w swoich placówkach, skutecznie mogli go eliminować nawet tam, gdzie wcześniej był on nauczany, argumentując to brakiem wymaganych deklaracji. W środowisku białoruskim nie było natomiast żadnego ośrodka mobilizującego ludność do walki o własne szkolnictwo. BTSK reprezentowało raczej interesy władzy, a innych organizacji nie było. W rezultacie w latach siedemdziesiątych liczba uczniów uczących się języka białoruskiego zmniejszyła się z 11 do 4 tys. Nie wywołało to żadnych reakcji ze strony Białorusinów. Uchwałę III Plenum KC PZPR „O pogłębianiu patriotycznej jedności narodu, o umocnienie państwa i demokracji socjalistycznej”, która głosiła istnienie jednorodnej etnicznie państwowości polskiej, na odcinku białoruskim realizowano z pełnym powodzeniem.
W Białymstoku, dokąd w wyniku migracji trafiła większość Białorusinów, nie było ani jednej białoruskiej placówki oświatowej. Próby jej powołania, podejmowane przez poszczególnych działaczy BTSK, z reguły kończyły się niepowodzeniem z powodu obojętności władz kuratoryjnych i samych zainteresowanych.
Białorusinów nie łączyła żadna ideologia narodowa. Wyróżnikiem wobec polskiego otoczenia pozostawało wciąż prawosławie. Na początku lat osiemdziesiątych zaledwie co czwarty wyznawca prawosławia na Białostocczyźnie skłonny był określić swoją narodowość jako białoruską. Niemal 30 procent czuło się Polakami i tyle samo określało siebie „ruskimi”. W tym ostatnim przypadku w większym stopniu wyrażano przynależność do „ruskiej wiary” niż wspólnoty narodowej. Edukacja większości dzieci białoruskich zaczynała się w polskiej szkole, gdzie kształtowano przede wszystkim poczucie dumy z dorobku polskiej kultury i historii narodowej. Po kilkunastu latach nauki młody człowiek szczerze deklarował przynależność do narodu polskiego. Z kulturą białoruską nie miał zazwyczaj kontaktów, dlatego też ze zdziwieniem, tak jak każdy inny Polak, przyjmował głosy nielicznych intelektualistów białoruskich, wzywających do niewyrzekania się własnej mowy i tradycji. Dla tych, którzy urodzili się w Białymstoku, Bielsku Podlaskim lub Hajnówce jedyną mową, którą znali, był język polski. Był to także najczęściej język środowiska rodzinnego. Białoruski kojarzył się zazwyczaj z wsią, ciężką pracą przodków, ubóstwem.
Czynnikiem aktywizującym pokolenia Białorusinów przenoszących się ze wsi do miast była przede wszystkim perspektywa awansu społecznego. Gdy białoruskość stanowiła przeszkodę w realizacji aspiracji zawodowych, była najczęściej odrzucana. Niekiedy ucieczka od białoruskiej tożsamości przybierała groteskowe formy. Dość powszechna była zmiana imion, rzadziej nazwisk, o brzmieniu białoruskojęzycznym na imiona charakterystyczne dla środowisk katolickich i polskich. Dzieciom urodzonym w latach siedemdziesiątych z reguły nadawano takie imiona, by nie zdradzały „ruskiego” pochodzenia ich właścicieli. Ta ucieczka od własnej tożsamości była wynikiem nie tylko polityki władz komunistycznych i swoistej alergii społeczeństwa polskiego na narodową inność, lecz także wyjątkowo słabego zakorzenienia w tradycji i kulturze białoruskiej.
Białorusini, którzy osiedlili się w Białymstoku i innych miastach Polski, chociaż bardzo szybko asymilowali się w kulturze polskiej, otrzymali jednak możliwości edukacji oraz awansu społecznego i zawodowego tak jak wszyscy obywatele kraju. Setki studentów białoruskiego pochodzenia corocznie wyruszało z Białostocczyzny do uczelni warszawskich, lubelskich, krakowskich, gdańskich. Setki zdobywało edukację w Białymstoku. Większość z nich, przebywając w środowisku polskim, dostrzegała jednak, że mimo zewnętrznego podobieństwa do polskich kolegów ich świat wewnętrzny był inny. Renesans polskiej myśli narodowej na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych inspirował młodych inteligentów białoruskich do postawienia sobie pytania o swą tożsamość. Odpowiedzi nie mogli udzielić spolonizowani rodzice. Większości pozostawało zatem poszukiwanie rozwiązania w gronie rówieśników, którzy stanęli wobec podobnych dylematów.
Eksplozja aktywności białoruskiej młodej inteligencji z pewnością wywołana była polskim ożywieniem politycznym i intelektualnym oraz osłabieniem kontroli nad mniejszościami narodowymi ze strony aparatu państwowego i partyjnego.
Przytłaczająca większość Białorusinów kolejny polski przełom polityczny przyjmowała z największym niepokojem. Wszystkie gwałtowne zmiany w Polsce z reguły wywoływały falę nacjonalizmu wśród społeczeństwa polskiego. W odczuciu Białorusinów atmosfera na Białostocczyźnie pogarszała się od jesieni 1980 roku. Dziś trudno określić, ze względu na brak odpowiednich dokumentów, kto kreował stan napięcia politycznego na Białostocczyźnie na tle narodowościowym i religijnym. Faktem jest, że w Białymstoku, w niektórych wielopiętrowych budynkach, ktoś znakował mieszkania prawosławnych lokatorów. W środowisku tym wiele mówiono w owym czasie o przygotowywaniu przez katolików list wyznawców prawosławia. Powszechnie zastanawiano się, kto jest inspiratorem gwałtownego pogorszenia się atmosfery na tle wyznaniowo-narodowościowym na Białostocczyźnie. Trudno określić, czy widmo kataklizmu powstało w umysłach wyznawców prawosławia, czy tworzyły je służby specjalne na użytek polityki, czy też było następstwem naturalnego ochłodzenia zazwyczaj poprawnego współżycia obu społeczności. Incydenty i kłótnie sąsiedzkie, podczas których wzajemnie obrażano godność narodową i uczucia religijne, zdarzały się wcześniej wszędzie tam, gdzie obok siebie mieszkali Polacy i Białorusini, nie wywoływały jednak tak powszechnego poczucia zagrożenia tych ostatnich, jak w latach 1980-1981. Chociaż nie wydarzyło się nic, co mogłoby dawać podstawy do obaw, większość Białorusinów, zarówno w miastach jak i na wsiach, żyło w oczekiwaniu czegoś najgorszego. Może nie radość, ale ulga na pewno, z jaką lud białoruski przyjął stan wojenny — pisał Bohdan Skaradziński — zbyt mocno kontrastowała z miejscowym polskim przygnębieniem, by nie zostać zauważoną.
„Solidarność” na Białostocczyźnie pojawiła się jako ruch narodowo polski i wybitnie katolicki. Chociaż początkowo włączyło się do tego ruchu wielu Białorusinów, jednak bardzo szybko opuścili jego szeregi. Nawet ci, którzy wcześniej czuli się Polakami, nie potrafili funkcjonować wśród katolików, alergicznie reagujących na każdy element „ruskiej” inności. Białorusin lub prawosławny (tych pojęć nie rozróżniano) w oczach białostockich działaczy solidarnościowych był cząstką sowieckiego świata, przeciwko któremu zbuntowała się „Solidarność”. „W Białymstoku — pisał anonimowy autor niezależnego wydawnictwa białoruskiego — wystarczy zamanifestowanie odrębności językowej, by znaleźć się w publicznej izolacji. Władze komunistyczne integrację pojmowały jako rezygnację z wartości rdzennych na rzecz polszczyzny i polskości. Był to warunek akceptacji osób białoruskiego pochodzenia w szeregach aparatu partyjnego lub rządowego. Przez adwersarzy reżimu mówienie publiczne po białorusku odbierane było jako swoista prowokacja, na którą odpowiedzią był okrzyk: won do Rosji”.
Uchwały I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” w sprawie mniejszości narodowych, jak chociażby z 7 października 1981 r., były przyjmowane ze zdumieniem przez białoruską inteligencję. „Związek nasz — pisano w tej uchwale — sprzeciwia się wszelkim podziałom narodowościowym i walczyć będzie o zagwarantowanie praw obywatelskich wszystkim Polakom, niezależnie od ich przynależności narodowej lub pochodzenia”. Treść tego dokumentu świadczyła o tym, że pojmowanie problemów mniejszości narodowych przez opozycję było bardzo mgliste, a sformułowanie o sprzeciwie wobec „podziałów narodowościowych” w dokumencie adresowanym do ludzi niepolskiej narodowości brzmiało kuriozalnie. Dlatego też nawet elita białoruska, pozostająca w opozycji do reżimu komunistycznego, nie szukała porozumienia z „Solidarnością”, porównując stanowisko jej kierownictwa w sprawach narodowościowych do postrzegania tego problemu przez KC PZPR.
Białorusini nowy ruch społeczny postrzegali przez pryzmat białostockiej rzeczywistości. W natłoku wydarzeń nie dostrzegano, że „Solidarność” była organizacją, która formowała swoje oblicze programowe, ideologiczne oraz że różni jej prominentni działacze wysyłali wiele sygnałów świadczących o życzliwym zainteresowaniu problematyką mniejszości narodowych. Rzeczywisty dialog między Białorusinami i „Solidarnością” rozpoczął się w okresie stanu wojennego za pośrednictwem nielegalnie wydawanej literatury.
W Białymstoku tymczasem pierwsza próba upublicznienia problemu białoruskiego wiosną 1981 r. spotkała się z falą oburzenia miejscowych Polaków. Ponowne jego pojawienie się, po kilku latach nieobecności tego tematu w środkach masowego przekazu, wywołało konsternację. W kwietniu 1981 r. w „Gazecie Współczesnej”, będącej organem prasowym KW PZPR w Białymstoku, pojawił się artykuł Sokrata Janowicza Nasi Białorusini, w którym autor przypominał, że na Białostocczyźnie oprócz Polaków mieszkają ludzie innej narodowości, oraz że polityka władz polskich wobec nich była często niesprawiedliwa i ukierunkowana na asymilację. Gazeta publikowała później listy, obrazujące reakcje czytelników. Jedni uważali przypominanie o obecności Białorusinów na Białostocczyźnie za prowokację polityczną, inni upominanie się o prawa zawarte w Konstytucji PRL określali „szowinistycznym bełkotem”, jeszcze inni twierdzili, że Białorusini więcej mają niż potrzebują — władzę w województwie, własne szkolnictwo, gazetę i są nielojalni wobec Polski. Do dyskusji włączyli się znani polscy pisarze. Jeden z nich — Aleksander Omiljanowicz — napisał nawet obszerny artykuł polemiczny, w którym oskarżył Białorusinów o wszystkie możliwe zbrodnie okresu stalinowskiego i okupacji niemieckiej. Chociaż redakcja „Gazety Współczesnej” odmówiła druku tekstu Omiljanowicza, był on rozpowszechniany w formie licznych kopii maszynopisu. Sokrat Janowicz natomiast, jako symbol obecności białoruskiej na Białostocczyźnie, stał się adresatem anonimowych listów, których autorzy obiecywali surową rozprawę z jego rodakami w przypadku zmiany sytuacji politycznej w Polsce.
Atmosfera 1981 r. oraz osłabienie kontroli władz nad działalnością BTSK sprzyjały przeistaczaniu się tej organizacji w autentycznego reprezentanta społeczności białoruskiej w Polsce. W maju 1981 r. białostocki oddział BTSK skierował memoriał do I sekretarza KC PZPR Stanisława Kani, w którym po raz pierwszy w dziejach tej organizacji skrytykowano politykę władz komunistycznych wobec białoruskiej mniejszości narodowej. W dokumencie tym przedstawiono listę skarg i postulatów pod adresem władz w sprawie umożliwienia rozwoju oświaty i życia kulturalnego. Memoriał, za pośrednictwem brytyjskiego MSZ, trafił na Konferencję Madrycką w sprawie realizacji Porozumień Helsińskich. Nie wiadomo jednak czy zapoznał się z jego treścią adresat.
W maju 1981 r. w środowisku białoruskim zrodziły się jeszcze dwie inne inicjatywy, które angażowały setki osób, w większości przedstawicieli młodej inteligencji. 25 maja, podczas spotkania grupy twórców kultury białoruskiej z Białostocczyzny, powstała grupa inicjatywna powołania Stowarzyszenia Opieki nad Zabytkami i Rozwojem Białoruskiej Kultury Materialnej w Polsce, w składzie której znaleźli się Sokrat Janowicz, Jerzy Gieniusz (literaci), Mikołaj Łobacz (etnograf), Mikołaj Dawidziuk (artysta malarz), Michał Szachowicz (dziennikarz), Wincenty Skłubowski (prawnik). Była to pierwsza po wojnie oddolna próba powołania własnej białoruskiej legalnej organizacji. Miała ona mieć charakter otwarty i zrzeszać ludzi wszystkich narodowości. Pod listą członków założycieli podpisało się 158 osób, w większości Białorusinów z Białostocczyzny, Łodzi, Warszawy oraz kilku Polaków. Początkowo projekt powołania Stowarzyszenia został poparty przez Prezydium Zarządu Głównego BTSK. Głównym celem Stowarzyszenia miała być ochrona zabytków białoruskiej kultury materialnej w Polsce. Po likwidacji w 1976 r. Regionalnego Białoruskiego Muzeum Etnograficznego w Białowieży nie było żadnej instytucji, która zajmowałaby się opieką nad ginącymi przedmiotami, które nieraz przez stulecia służyły miejscowej społeczności białoruskiej w jej życiu codziennym.
Stan wojenny przerwał prace nad tworzeniem Stowarzyszenia. Dopiero w styczniu 1983 r. grupa inicjatywna podjęła ponownie starania o jego legalizację. Wydział Spraw Społeczno-Administracyjnych Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku, do którego skierowano wniosek o rejestrację, odmówił jednak wpisania organizacji do rejestru stowarzyszeń i związków, argumentując, że podobne cele są zawarte w statucie BTSK i można je realizować w ramach działalności Towarzystwa. Odwołania od tej decyzji do MSW oraz wicepremiera Mieczysława Rakowskiego nie przyniosły rezultatów.
Więcej uporu i determinacji wykazali białoruscy studenci domagając się zgody na powołanie własnej organizacji. Wniosek o rejestrację Białoruskiego Zrzeszenia Studentów, podpisany przez 45 słuchaczy uczelni uniwersyteckich, politechnicznych i medycznych z całego kraju, został 30 maja przedstawiony ministrowi nauki, szkolnictwa wyższego i techniki. Tego samego dnia Komitet Założycielski BZS wystosował apel do studentów narodowości białoruskiej o wstępowanie w szeregi organizacji. Podobne przedsięwzięcia były podjęte także przez litewską i ukraińską młodzież akademicką. Tworzenie tych organizacji było wyrazem braku zaufania młodzieży do istniejących struktur w postaci towarzystw społeczno-kulturalnych.
Po dwóch miesiącach oczekiwania, 29 lipca 1981 r., studenci otrzymali odpowiedź podpisaną przez podsekretarza stanu w Ministerstwie Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki Jerzego Sielickiego informującą, że BZS nie może być zarejestrowane ze względu na to, że podobne cele i zadania wśród młodzieży realizują już polskie organizacje studenckie oraz BTSK.
24 października w Białymstoku odbyło się spotkanie studentów narodowości białoruskiej z trzech ośrodków akademickich — Warszawy, Białegostoku i Lublina. Uczestniczyło ponad 200 osób. Wobec odmowy rejestracji BZS studenci zdecydowali się tworzyć wyłącznie uczelniane struktury organizacji, a o legalizację zabiegać u poszczególnych rektorów.
Najaktywniej działali studenci w Warszawie. Rozpoczęli wydawanie biuletynu „Aposznija pawiedamlenni” („Wiadomości z ostatniej chwili”), regularnie organizowali spotkania z twórcami kultury białoruskiej, polskimi badaczami historii Białorusi. Studenci Uniwersytetu Warszawskiego wystąpili do rektora Henryka Samsonowicza o rejestrację Białoruskiego Zrzeszenia Studentów Uniwersytetu Warszawskiego. Do 13 grudnia nie zdołano dopełnić wszystkich formalności, lecz BZS działało tam bez żadnych przeszkód ze strony władz uczelni. Oprócz wspomnianego biuletynu studenci Uniwersytetu Warszawskiego i jego filii w Białymstoku zorganizowali w październiku 1981 r. rajd po Białostocczyźnie „Złota jesień” oraz otrzęsiny pierwszego rocznika, wyznaczając tym samym kierunki studenckiej aktywności na przyszłość.
W okresie stanu wojennego władze uznały BZS za organizację antykomunistyczną, wywrotową oraz inspirowaną przez Niezależne Zrzeszenie Studentów. W listopadzie 1982 r. część dawnych działaczy BZS razem ze studentami litewskimi i ukraińskimi wystąpiło do Prezydium Kongresu Założycielskiego Zrzeszenia Studentów Polskich o utworzenie ogólnokrajowej organizacji reprezentującej studentów niepolskiej narodowości. Za zgodą władz nowo powstałej polskiej organizacji w maju 1983 r. została zarejestrowana Rada Krajowa Studentów Narodowości Niepolskiej przy Środowiskowej Radzie Kultury ZSP. Nieco wcześniej ukazał się pierwszy numer pisma „Spotkania” mającego reprezentować problemy studentów narodowości białoruskiej, ukraińskiej i litewskiej.
Wraz ze znoszeniem kolejnych obostrzeń stanu wojennego, w połowie lat osiemdziesiątych studenci narodowości białoruskiej podjęli kolejną próbę legalizacji BZS. Po trzech latach starań, 29 listopada 1988 r., w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy wpisano BZS do rejestru stowarzyszeń i związków z prawem działalności na terenie całego kraju.
Mimo braku formalnych podstaw Białoruskie Zrzeszenie Studentów od jesieni 1981 r. do listopada 1988 r. funkcjonowało na zasadzie grup towarzyskich, realizując większość statutowych celów. Wydawano śpiewniki patriotycznych pieśni białoruskich, które śpiewano podczas letnich rajdów pieszych i okolicznościowych spotkań. 25 marca w mieszkaniach prywatnych lub akademikach, w kilkunastoosobowych grupach, obchodzono rocznicę ogłoszenia niepodległości przez Białoruś w 1918 r. Odczyty i dyskusje towarzyszące tym spotkaniom były formą samokształcenia młodej inteligencji w zakresie historii własnego narodu. Wiosną 1988 r. ten system edukacji został zinstytucjonalizowany w postaci Białoruskiego Uniwersytetu Ludowego, który działał do końca 1989 r.
Aktywność środowiska studenckiego nie może być jednak miernikiem ożywienia intelektualnego całego społeczeństwa białoruskiego w Polsce. Ulotki Zarządu Koła Miejskiego BTSK adresowane do Białorusinów — mieszkańców Białegostoku, wzywające aby posyłali swoje dzieci na naukę języka białoruskiego pozostawały bez echa. Na nic się zdały dramatyczne słowa: „Los narodu i los jego języka — to ten sam los. Grzebanie swojej mowy jest tożsame z grabieżą własnej narodowości. Nie porzucajcie jej, abyśmy nie umarli”. Dopiero, gdy wyrosły dzieci organizatorów Białoruskiego Zrzeszenia Studentów z lat 1981-1988, w Białymstoku zaistniały pierwsze białoruskie placówki oświatowe.
Tuż po wprowadzeniu stanu wojennego pojawiła się ulotka Białoruskiego Niezależnego Wydawnictwa, której anonimowi autorzy odwoływali się do białoruskiej godności narodowej, potępiali polonizację dzieci w białoruskich środowiskach rodzinnych oraz masowe przechodzenie z prawosławia na katolicyzm, nawoływali do zreformowania BTSK, uczynienia z Towarzystwa organizacji reprezentującej interesy społeczności białoruskiej na Białostocczyźnie. Wkrótce pojawiły się nowe publikacje tego wydwnictwa, z których największą wartość miały cztery tomy dokumentów, dotyczących relacji między ludnością białoruską na Białostocczyźnie a państwem i społeczeństwem polskim. Pierwszy tom ukazał się w 1982 r., lecz ze względów konspiracyjnych był opatrzony datą 1981 r. W tym samym czasie pojawiły się także dwie broszury, których anonimowy autor bez znieczulających słów odsłaniał wnętrze społeczności prawosławno-białoruskiej na Białostocczyźnie. W rozprawie Prawasłaunaja Carkwa u Biełastockim Krai i biełaruskaja mowa u joj obraz Kościoła katolickiego i Cerkwi prawosławnej został pokazany poprzez naturę ludzi ukrywających się za ideologicznym wizerunkiem przypisanym tym instytucjom. Dla obu Kościołów — zdaniem autora — zupełnie obce były przesłanki ewangeliczne, w praktyce zawsze dominowały racje doczesne — polityczne, materialne. Konformizm kleru prawosławnego, szowinizm kleru katolickiego nie stwarzały żadnych szans na zaistnienie jakiegokolwiek elementu białoruskiego w strukturach obu Kościołów. „Do Murzynów księża misjonarze przemawiają po angielsku, francusku, portugalsku lub hiszpańsku, mową kolonizatorów, tym językiem, którego uczono batem, ale również „potrzebą życiową”. (O tzw. potrzebie życiowej uwielbiają mówić nasze „mużyki” (ciemni chłopi — E. M.) z tytułami inżynierów i doktorów, bo w ten sposób lżej im wyrzekać się swoich przodków, aby wreszcie stać się panami.) Do nas, Białorusinów z krwi i kości, ksiądz i baciuszka bezwstydnie przemawia po polsku i po rosyjsku — językami kolonizatorów naszej ziemi. A gdzie przepadły nauki Jezusa Chrystusa, który rzekł swoim uczniom: idźcie w różne kraje i nawracajcie w tamtejszych mowach, ponieważ Bogu wszystkie języki są miłe” — pisał autor wspomnianej rozprawy.
Druga broszura Dumki pra autanomiju była przedstawieniem historycznych i politycznych uwarunkowań bytu narodowego białostockich Białorusinów. Autor rozważał możliwości odrodzenia białoruskiego życia narodowego na Białostocczyźnie, w warunkach występowania niechętnej temu procesowi postawy Polaków oraz zupełnego braku zainteresowania losami rodaków ze strony sowieckiej Białorusi.
Literatura białoruska drugiego obiegu, chociaż wywoływała żywe zainteresowanie ze strony polskiej opozycji antykomunistycznej oraz — z innych powodów — służby bezpieczeństwa, nie miała istotnego wpływu na edukację polityczną i postawy Białorusinów. Jej twórcy byli traktowani przez ogół społeczeństwa białoruskiego jako grupa dziwaków, osób podejrzanych, którzy proponowali przyjmowanie postaw i zachowań nie rokujących nadziei na żadne profity w przyszłości. Odwoływanie się do białoruskiej godności narodowej ludzi, którzy nie chodzili do szkoły białoruskiej, nigdy nie poznali nawet podstaw białoruskiej historii i kultury narodowej, z domu rodzinnego nie wynieśli żadnych tradycji narodowych, przyjmowane było ze zdziwieniem, irytacją lub obojętnością.
Ogromna większość Białorusinów mieszkających w miastach uległa asymilacji. Sami siebie zaakceptowali jako Polaków. W 1980 r. ich ledwie uformowana świadomość narodowa została zburzona ideologią rewolucji solidarnościowej. „Solidarność” przypomniała lub raczej dokonała restauracji hasła „Polak-katolik”, odrzuciła komunistyczną mitologię narodową, której na Białostocczyźnie hołdowała większość ludności białoruskiego pochodzenia. Polacy wyznania prawosławnego zostali jakby wypchnięci poza obszar „prawdziwej” polskości. Mimo szczerych zapewnień, iż czuli się Polakami, przez świat zewnętrzny — miejscowych katolików — byli postrzegani jako „ruscy”. Polska Rzeczpospolita Ludowa była ich ideologiczną ojczyzną, optymalnie korespondującą z ich poziomem świadomości narodowej. PRL cenili także za przyjazne stosunki z „prawosławną” cywilizacją „ruską”. Czując się Polakami, szczerze sympatyzowali z „narodem radzieckim” w jego rywalizacji ze „światem imperialistycznym”. „Solidarność” — w ich ocenie — pojawiła się jako relikt minionych czasów. Przewartościowywanie przez ruch solidarnościowy oceny rządów sanacyjnych oraz powojennego podziemia wywoływało nieskrywany niepokój środowisk prawosławnych. Z drugiej strony nie było żadnych gestów, aby rozwiać te obawy.
Władze komunistyczne politykę narodowościową na Białostocczyźnie prowadziły wykorzystując wyjątkowo precyzyjnie wszystkie elementy psychiki i mentalności Białorusinów. „Obywatel polski narodowości białoruskiej — pisał anonimowy autor — nie jest pozbawiony praw i obowiązków przysługujących Polakowi, natomiast jest pozbawiony praw przysługujących Białorusinowi. Sam Białorusin jest o tyle coś wart, o ile może być materiałem na Polaka. Posiada więc pełnię praw, by stać się Polakiem”. Przedstawiciele władzy nieoficjalnie przyznawali, że nie zależy im na całkowitej asymilacji Białorusinów, lecz marginalizacji problemu białoruskiego na Białostocczyźnie. Starano się przede wszystkim tak sterować aspiracjami elity białoruskiej, by wywołać stan zadowolenia i satysfakcji przy minimalnym spełnieniu jej narodowych aspiracji. Do pracy w BTSK delegowano dyskretnie osoby, które nie miały ambicji narodowych, ani przekonania o potrzebie działań dla zachowania białoruskości. Nierzadko białoruski patriotyzm manifestowali na zlecenie aparatu partyjnego lub MSW. Próby reformowania BTSK i wyrwania go ze stanu stagnacji poczynione w grudniu 1981 r. przez grupę młodszych działaczy z Zarządu Miejskiego Oddziału w Białymstoku kilka miesięcy później zakończyły się zawieszeniem działalności oddziału przez Prezydium Zarządu Głównego.
W stanie wojennym jedynie z większą konsekwencją kontynuowano tę linię polityki narodowościowej, którą rozpoczęto na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Dla BTSK wyznaczono zadanie pielęgnowania folkloru. „W dziedzinie folkloru macie duże osiągnięcia — mówił sekretarz KW PZPR Mieczysław Doroszko podczas X Zjazdu Towarzystwa w maju 1984 r. — trzeba je rozwijać, pielęgnować, propagować, szczególnie w tych rejonach, gminach i wsiach, w jakich ruch ten jeszcze istnieje”.
Racja władzy nie wymagała uwzględniania białoruskich problemów narodowych. Ze strony Białorusinów nie groziła żadna rewolta, a antybiałoruskie nastroje wśród społeczeństwa polskiego wymagały hamowania, w imię spokoju społecznego, wszelkich pomysłów uzewnętrzniających ich obecność na Białostocczyźnie. Rewizja tej polityki zaczęła następować dopiero w drugiej połowie lat osiemdziesiątych.
|
|