W „Życiu Warszawy” w numerze z 24 września b.r. przeczytałem wypowiedź Pana Zbigniewa Kuźmiuka posła do Europarlamentu, gdzie Pan poseł stwierdził, iż Polskie Stronnictwo Ludowe jest przeciwne wprowadzeniu jako drugiego urzędowego języka mniejszości narodowej, na terenach przez nią zamieszkałych. Pan poseł wypowiedział się o takim języku jako o języku „obcym”. Dalej wspomniał coś o Litwie i o tym, że mniejszości są u nas dobrze traktowane. O tym, że mniejszości w Polsce nie powinny być zakładnikami jakiejkolwiek sprawy Polaków w krajach ościennych nikogo, kto ma choćby minimalne poczucie przyzwoitości, przekonywać nie trzeba. Są to obywatele państwa polskiego i z tego tytułu przysługują im określone prawa.
Nie ma to nic wspólnego z sytuacją Polaków poza Polską.
Zmroziło mnie trochę to wyrażenie „język obcy”. Jeżeli chodzi o język białoruski to nie jest to język obcy na terenach obecnego Podlasia. Szkoda, że pan poseł nie wie lub nie chce wiedzieć, że jest to rdzenny język, używany wcześniej na Podlasiu niż język polski. Poza tym i język polski, i język białoruski wywodzą się z tego samego źródła. Polacy często zapominają,
niestety, że nim oni pojawili się na Podlasiu, to była już tam ludność ruska. Dopiero szlachta mazowiecka w XVI wieku rozpoczęła kolonizować te obszary, wypierając ludność ruską lub mieszając się z nią. I jak to często bywa, ludność napływowa przejmuje rolę pierwotnych gospodarzy, spychając ich na margines.
Osobiście nie przeszkadza mi język mniejszości w urzędach na terenach przez nie zamieszkałych. To dla Białostocczyzny powinno być naturalne. Nienormalnym stanem jest, że jego istnienie nie jest widoczne w życiu publicznym. Zbyt mało dzieci białoruskich pobiera naukę w swoim języku. W Białymstoku, gdzie 50% ludności ma korzenie białoruskie, nie słychać go na ulicy zupełnie. Świadczy to o tym, że w tym mieście nie czują się oni
dobrze. A może zbyt dużo jest tam neofitów co chcą być super-Polakami, prawosławną karykaturą Polaka o białoruskim pochodzeniu.
Język białoruski był już na Podlasiu językiem urzędowym do XVII wieku. Znali go polscy królowie, używała go szlachta i magnateria Wielkiego Księstwa Litewskiego. Używali go i używają Polacy mieszkający na co dzień wśród Białorusinów. Jest on coraz bardziej obecny w Kościele katolickim na Białorusi. Szkoda, że Cerkiew prawosławna jeszcze nim pogardza. To nonsens, że na terenie Białostocczyzny mogą być jakiekolwiek protesty ze strony
Polaków. Białorusini mają takie same prawo do używania swojego języka w życiu publicznym jak i Polacy. Poza tym podniesie to jego rangę i zapobiegnie szkodliwej, z punktu widzenia obu narodów, asymilacji. Niech Polacy też uczą się białoruskiego, to przyniesie tylko obustronny pożytek. Język białoruski musi wrócić do życia publicznego na Białostocczyźnie po trzech wiekach nieobecności.
Moja rodzina wywodzi się z Ziemi Nurskiej parafii Czyżewskiej, historycznego Wschodniego Mazowsza. Mój dziadek (rocznik 1888) nigdy na Podlasiu nie był. Dla niego, zasiedziałego polskiego szlachcica, przekroczenie granicy z Podlasiem równałoby się wyjazdowi do obcego państwa. Państwo polskie kończyło się dla niego za Nurem, Czyżewem i Zambrowem, tak jak historyczne Mazowsze. Miał świadomość ruskiego rodowodu Podlasia i polskości historycznego Mazowsza. To przecież w XV wieku dla obrony przed Białorusinami i Litwinami z Podlasia moich przodków osadzili książęta mazowieccy na terenie Ziemi Nurskiej. Podlasie ma dziś zdecydowanie polskie oblicze, ale nie znaczy to wcale, że Białorusinów tam nie ma.
Już przez sam rodowód nazwiska posła Kuźmiuka można by wymagać większej przychylności jego partyjnych kolegów do języka białoruskiego w szczególności. Dawna Rzeczpospolita była wielonarodowa i wielojęzyczna. To dopiero nacjonalistyczna polska histeria i zaprzaństwo wielu spolonizowanych Białorusinów zepchnęła go na margines nawet na rdzennie białoruskiej ziemi. Marszałek Piłsudski, co patrzy z pomnika na Białystok, na pewno cieszyłby się słysząc na ulicach białoruska mowę. Ona jemu nie przeszkadzała. On marzył o federacyjnej Rzeczpospolitej, a nie o Rzeczpospolitej etnicznych Polaków. Historię trzeba znać. To czasem się przydaje. A może wrócić do historycznej nazwy Podlasia – Podlasze, aby nie kojarzyła się ona z ziemią „pod lasem”, bo to wprowadza w błąd.
Zdzisław Lipski
|