Bazyli Sakowski
50-lecie Liceum Białoruskiego w Hajnówce (1949-1999)
Wyrazami podziękowania wszystkim tym, którzy przyczynili się do wybudowania nowego gmachu szkoły, zakończył pisać historię liceum białoruskiego w Hajnówce Aleksander Iwaniuk. Swoją pracę chciał on kontynuować, lecz niestety, już nie zdoła. W 1992 roku zabrała nam go nagła i niespodziewana śmierć. Osierocił rodzinę i naszą białoruską społeczność. Jest to ogromna i niepowetowana strata, gdyż był on człowiekiem wielkiego formatu. Był dobrym synem, bratem, mężem, ojcem, dziadkiem oraz człowiekiem. Był również dobrym Białorusinem i chrześcijaninem.
Znaczny ślad pozostawił on w hajnowskim liceum białoruskim, któremu poświęcił 23 lata swego aktywnego życia. Trzynaście lat pracował na stanowisku dyrektora liceum. Był dyrektorem wysoko cenionym, który dbał o szkołę, uczniów i nauczycieli. Kierował szkołą nie zakulisowo, lecz otwarcie i kolektywnie. Nawet w sytuacjach konfliktowych nie potrafił i nie chciał komukolwiek sprawić przykrości, lecz starał się dojść do porozumienia w sposób łagodny i cywilizowany. Posiadał ogromny talent pedagogiczny. W sposób partnerski oraz z sympatią i szacunkiem traktował młodzież. Ważną cechą jego charakteru było również to, że był on człowiekiem radosnym, serdecznym. I właśnie owa radość oraz optymizm udzielały się pozostałym członkom szkolnej społeczności.
Należy stwierdzić, że Aleksander Iwaniuk z niezwykłą powagą traktował język ojczysty, tradycję i kulturę. I takiej postawy wymagał od innych. Właśnie dzięki temu, nie patrząc na to, że nauka w naszych szkołach odbywała się głównie w języku polskim i do liceum coraz więcej przychodziło młodzieży polskojęzycznej, w murach liceum białoruskiego dominował duch białoruski. Tendencja taka występuje nadal. Dla wielu naszych uczniów białoruskość staje się modą, stylem.
W 1991 roku Aleksander Iwaniuk przeszedł na emeryturę. Mniej więcej w tym samym okresie w stan spoczynku odeszło około dziesięciu innych nauczycieli liceum. Mianowicie w tym czasie, na początku lat 90. kończy się pewien etap w życiu hajnowskiego liceum białoruskiego. Szkoła jest dosyć delikatnym organizmem, w którym zmiana nawet jednego nauczyciela jest widoczna. A cóż sądzić o odejściu dziesięciu nauczycieli włącznie z dyrektorem? Odeszli pedagodzy z tradycyjnym przygotowaniem do zawodu, z tradycyjnym wychowaniem oraz sposobem myślenia. Byli oni dobrze przygotowanymi, pracowitymi i solidnymi nauczycielami, lecz przyzwyczajonymi do tego, że „kierownictwo wie najlepiej”. Przekonanie takie było niepodważalne. Inaczej mówiąc, pokolenie tamtych nauczycieli miało mocno zakodowany w świadomości pogląd, iż nie należy i nie warto wychylać się poza ogólnie przyjęte ramy.
W miejsce dyrektora i nauczycieli przyszli młodzi pedagodzy, będący w większości absolwentami liceum. Różnica między dwoma pokoleniami przejawiła się nie tylko w ich wieku, lecz również, i to znacznie, w sposobie myślenia. Młodzi nauczyciele byli odważniejsi, bardziej zdecydowani, skorzy do różnych nowości i eksperymentów. Śmiało też łamali powstałe przez lata kanony i stereotypy. Efekty tych działań były różne. Trzeba też przyznać, że i czas sprzyjał zmianom oraz łamaniu ówczesnych kanonów. Duże zmiany następowały nie tylko w szkolnictwie, ale we wszystkich dziedzinach naszego życia. Za wszelką cenę likwidowano wszystko to, co przypominało niedawny ustrój socjalistyczny. Zmiany te były nie tylko normą, lecz kreowały pewną modę. Ale nie na długo...
Dotąd nie wiem, który styl pracy — młodego czy starego pokolenia, był korzystniejszy w procesie dydaktycznym. Nie wiem też, które pokolenie darzyłem większą sympatią. Zawsze uważałem i nadal uważam, że radykalne, rewolucyjne zmiany są dosyć ryzykowne i częstokroć przynoszą więcej szkód, aniżeli korzyści. A jeśli są to zmiany w tak delikatnej materii jak szkolnictwo, więc na pewno szkodzą. Moim ideałem są zmiany powolne, ewolucyjne, nie skrajne. Należy szukać złotego środka, bo w nim tkwi sens i sedno sprawy.
I oto pojawiła się rzecz dziwna. Nasze autorytety w państwie, ci, którzy niedawno nawoływali do burzenia socjalistycznych ograniczeń i kanonów, po objęciu wysokich stanowisk kierowniczych sami zaczęli obwarowywać szkolnictwo swoimi nowymi i twardymi kanonami. Przestała im się podobać wolność i eksperymenty dokonywane przez nauczycieli. Właściwymi i ważnymi zmianami są tylko te, które idą „z góry”. Carska dewiza „kierownictwo wie najlepiej” nabrała mocy i aktualności....
Wracając na grunt liceum białoruskiego w Hajnówce należy przyznać, że nasi młodzi dyrektorzy i nauczyciele potrafili jednak znaleźć złoty środek. Wprowadzili takie zmiany, które okazały się korzystne dla liceum i dla procesu dydaktycznego.
Pierwszym tego typu dyrektorem był Bazyli Dąbrowski, który znajdował się na tym stanowisku tylko przez jeden rok (1991/92). Był on naszym absolwentem i pracował jako nauczyciel w liceum od 1986 roku. W liceum pracowała (i nadal pracuje) również jego żona Jadwiga. Byli oni nauczycielami języka niemieckiego, bardzo dobrymi germanistami. Dosyć szybko rozbudzili wśród uczniów zamiłowanie do języka niemieckiego oraz podnieśli jego rangę. Wielu ich wychowanków brało udział w olimpiadach języka niemieckiego, osiągając bardzo dobre wyniki. Po ukończeniu liceum wielu z nich zostało studentami germanistyki w kraju i za granicą. Wynikało to zarówno z potrzeb, jak też i z zaistniałej wówczas mody na języki zachodnie w naszym kraju. Równocześnie z językiem niemieckim pojawia się w naszym liceum nauka języka angielskiego. W 1992 roku Bazyli Dąbrowski odchodzi z liceum. Dyrektorem zostaje Eugeniusz Saczko (także absolwent liceum) i pozostaje na tym stanowisku do dnia dzisiejszego. On także idzie z duchem czasu i dokonuje reorganizacji liceum, w którym wówczas warunków do dużych zmian nie było. Mieściło się ono bowiem w niewielkim, starym i mocno zniszczonym budynku, baraku — rzec można.
Dopiero od września 1993 roku liceum mieści się w nowym, przestronnym, pięknym budynku. Z wyglądu — jest to szkoła XXI wieku, a nazwa jej brzmi następująco: II Liceum Ogólnokształcące z Białoruskim Językiem Nauczania. Przeprowadzka nastąpiła we właściwym czasie, gdyż niedługo później stary budynek po prostu się rozwalił.
Nowy gmach szkoły rozwiązał nam wiele różnych problemów, a przede wszystkim — nabór większej ilości uczniów. O ile w starym budynku mogliśmy z trudnością pomieścić tylko po dwie klasy równoległe, tak teraz — po cztery i pięć klas równoległych. Oznacza to, że nie tylko poprawiły się warunki, ale dosyć szybko zaczęła się powiększać nasza szkolna rodzinka. Dopiero teraz nasza praca mogła rozwijać się we wszystkich kierunkach. Toteż rozwijała się i nadal się rozwija.
Tak oto we wrześniu 1993 roku liceum białoruskie w Hajnówce wkroczyło na nowy i ostatni etap swego istnienia i działalności. Etap ten potrwa do czerwca 2004 roku, kiedy to ostatnie roczniki zakończą liceum. Wówczas przestaną istnieć wszystkie szkoły tego typu.
A teraz przyjrzyjmy się dokładniej życiu i pracy liceum na jego ostatnim etapie.
Od września 1993 roku liceum białoruskie w Hajnówce, jak już było powiedziane, mieści się w nowym, pięknym budynku. W tymże roku szkolnym szkoła posiada cztery klasy pierwsze, trzy drugie, dwie trzecie oraz trzy klasy czwarte. Łącznie 320 uczniów uczy się w klasach o czterech profilach: podstawowym, ekologicznym, biologiczno-chemicznym, matematyczno-fizycznym.
Dzięki nowemu budynkowi zdecydowanie poprawiły się warunki pracy liceum oraz osiągane przez nie wyniki. Podsumowując egzamin dojrzałości w roku szkolnym 1993/94 przewodniczący Państwowej Komisji Egzaminacyjnej stwierdził, że uczniowie byli bardzo dobrze do tego egzaminu przygotowani. Duża liczba uczniów brała także udział olimpiadach przedmiotowych: języka białoruskiego (na Białorusi), języka rosyjskiego i niemieckiego, olimpiadzie historycznej, biologicznej i geograficznej. Były pewne osiągnięcia. Jeszcze większe osiągnięcia uzyskano w konkursach recytatorskich.
Od października 1993 roku, z inicjatywy i pod kierunkiem nauczyciela historii Eugeniusza Wappy, rozpoczął w liceum aktywną działalność Klub Spraw Białoruskich. Jego zadaniem było bliższe zapoznanie młodzieży z problematyką białoruską. Klub organizował częste spotkania z wybitnymi znawcami problematyki białoruskiej, z konsulem Republiki Białoruś, odbywały się projekcje filmów o życiu Białorusinów w regionie, zapoznawano z historią naszej miejscowości, organizowano biwaki, rajdy ekologiczno-sportowe itd. Eugeniusz Wappa zrobił kawał dobrej roboty w umacnianiu białoruskości w liceum. Szkoda tylko, że w 1998 roku odszedł on z pracy w naszej szkole.
W roku szkolnym 1994/95 w liceum liczy już 14 oddziałów, w których uczy się 390 uczniów. Profile klas pozostają bez zmian. Nowością było to, że po raz pierwszy wszyscy uczniowie klasy czwartej „a” zdawali ustny egzamin maturalny z języka angielskiego, natomiast wszyscy uczniowie klasy czwartej „b” — z języka niemieckiego.
Kuratoryjna wizytacja liceum, która odbyła się w dniach 20-31 marca 1995 r., pozytywnie oceniła pracę szkoły. Wizytacja podkreśliła także udział szkoły w olimpiadach językowych, szczególnie w olimpiadzie języka niemieckiego.
Do istniejących już form pracy z młodzieżą dołączają nowe. Na uwagę zasługuje Parlament Szkoły oraz Klub Ekologiczny.
Pierwsze wybory do szkolnego parlamentu odbyły się we wrześniu 1994 roku. Pierwszą przewodniczącą została wybrana uczennica klasy II „c” Katarzyna Sacharczuk, natomiast opiekunem został Eugeniusz Wappa. Parlament uczniowski organizował ważniejsze imprezy, m.in. Dzień Wiosny, Turniej Młodzieży, Turniej Tenisa Stołowego, inspirował redagowanie gazetki szkolnej, urządził kurs tańca, dyżury uczniów w szatniach. Uczniowie parlamentarzyści byli także równoprawnymi partnerami przy podziale środków finansowych, pochodzących ze składek na Komitet Rodzicielski.
Klub Ekologiczny (opiekun Alina Plis) zorganizował 12 spotkań. W pięciu spotkaniach uczestniczyły osoby zajmujące się w regionie ochroną środowiska naturalnego. Klub redagował comiesięczne gazetki na temat: „Co wiesz o...” i „Ekologia domowa”.
Klub Języka Białoruskiego przygotowywał młodzież do olimpiad języka białoruskiego i konkursów recytatorskich. W czasie spotkań prowadzone były również dyskusje na temat literatury białoruskiej, języka, gramatyki, historii i tradycji. Recytowano wybrane fragmenty poezji i prozy białoruskiej.
Nieźle zaopatrzona jest nasza biblioteka szkolna. Dobrze ją prowadzi Maria Stepaniuk, która regularnie i dokładnie informuje dyrekcję oraz radę pedagogiczną o aktualnych problemach biblioteki i zakupie nowych książek. Informuje też o czytelnictwie uczniów i nauczycieli. W bibliotece i w czytelni zawsze panuje ład oraz atmosfera nauki.
Dosyć aktywne w szkole jest życie sportowe. Odbywa się mnóstwo imprez szkolnych, rozgrywek, meczów, spotkań towarzyskich, w których dobrze prezentują się nasi uczniowie. Nad rozwojem sportu czuwa Roman Daniluk.
Bardzo głośno daje znać o sobie radiowęzeł, który informował, agitował, a przede wszystkim bombardował swoją muzyką całą brać szkolną.
W roku szkolnym 1995/96 w liceum znajduje się już 16 oddziałów, w których uczy się 450 dziewcząt i chłopców. Ilościowo zdecydowanie przeważają dziewczęta, gdyż licea nasze na ogół były i są sfeminizowane. Wśród grona pedagogicznego również przeważa płeć piękna. Na łączną liczbę 27 nauczycieli mamy 16 kobiet i 11 mężczyzn.
Niemal wszystkie zajęcia są prowadzone w klaso-pracowniach. Sale lekcyjne są przestronne, estetyczne, ładnie udekorowane oraz dobrze wyposażone w literaturę i pomoce naukowe.
Bardzo dobrze pracuje stołówka szkolna, w której są gotowane smaczne, różnorodne i tanie obiady. Korzystają z niej uczniowie i nauczyciele naszej szkoły oraz z sąsiednich, a także inne osoby.
Nadal aktywnie działa w szkole parlament uczniowski. We wszystkich istotnych sprawach szkolnych odgrywa on ważną rolę.
W dalszym ciągu aktywnie działa Klub Ekologiczny. Jego członkowie odnoszą sukcesy w olimpiadach ekologicznych i biologicznych oraz w rajdach ekologicznych. Już w roku 1993 nasi uczniowie zajęli czwarte miejsce w Drugim Międzynarodowym Rajdzie Ekologicznym „Tychy 1993”.
Nadal nasi uczniowie odnoszą sukcesy w olimpiadach, które wymieniłem już wcześniej, a także w cyklicznym konkursie recytatorskim „Słowo Ojczyste” oraz ogólnopolskim konkursie recytatorskim „Poezja i Proza — na Wschód od Bugu”. Nasza uczennica zajęła drugie miejsce w eliminacjach centralnych języka białoruskiego w Republice Białoruś. Wcześniej inna nasza uczennica zajęła tam trzecie miejsce. We wrześniu 1995 roku w liceum powstał zespół wokalno-instrumentalny „Zniczka”, którego organizatorem i kierownikiem muzycznym jest młoda nauczycielka Bożena Lewczuk. Rok później zespół ten zajął drugie miejsce, początkowo w rejonowych, a następnie w centralnym przeglądzie piosenki białoruskiej. Udanie wystąpił też na Festiwalu Mniejszości Narodowych w Gdańsku, brał udział w spotkaniach mniejszości narodowych w Puńsku. Zespół gościł w Radiu Gdańsk.
W protokole posiedzeń Rady Pedagogicznej liceum z dnia 20 czerwca 1996 r. czytamy, że Klub Ekologiczny propaguje wiedzę z zakresu ochrony środowiska naturalnego. W tym celu wykonuje on gazetki, organizuje spotkania i występy, dotyczące głównie Puszczy Białowieskiej. Klub planuje również nawiązanie współpracy z podobnymi organizacjami po stronie białoruskiej.
Z dalszej części protokołu dowiadujemy się, że 23% uczniów naszego liceum uzyskało na koniec roku szkolnego średnią ocen 4 i więcej. Jest to wskaźnik znacznie wyższy w porównaniu z latami poprzednimi.
Stwierdza się również, że w liceum nie występują zjawiska patologiczne i nie ma poważniejszych problemów wychowawczych. Oznacza to, że szkoła pracuje dobrze.
Na posiedzeniu Rady Pedagogicznej w dniu 12 grudnia 1996 r. dyrektor liceum Eugeniusz Saczko przedstawił następujące dane: „Z ogólnej liczby naszych absolwentów roku szkolnego 1995/96 do egzaminu maturalnego przystąpiło 99,5%, z czego egzamin zdało 94,2% absolwentów. Jest to jeden z najwyższych wskaźników w Polsce”.
W roku szkolnym 1996/97 w liceum znajduje się 17 oddziałów, w których uczy się 488 uczniów i pracuje 34 nauczycieli. Wraz z początkiem roku szkolnego w liceum pojawia się etat zastępcy dyrektora. Został nim nauczyciel fizyki, a wcześniej absolwent liceum Aleksander Ławrynowicz. Fakt ten wpłynął na jeszcze lepszą organizację pracy szkoły.
Oprócz codziennych zajęć dydaktyczno-wychowawczych odbywa się szereg innych przedsięwzięć..
Nadal aktywnie działa Parlament Szkoły oraz wspomniane przeze mnie wcześniej kluby. Aktywnie działają i odnoszą sukcesy sekcje sportowe. Nasi siatkarze zdobyli pierwsze miejsce w II Lidze Wojewódzkiej Szkół Średnich i awansowali do I ligi. Zajęli oni 7 miejsce w mistrzostwach województwa.
Zespół wokalno-instrumentalny „Zniczka” występuje na wszystkich imprezach szkolnych. Bierze udział w życiu kulturalnym naszego miasta, festynach ludowych, występuje w Warszawie, uczestniczy w Spotkaniach Młodzieży Europy.
Spora grupa młodzieży bierze udział w konkursie recytatorskim „Słowo Ojczyste” i każdego roku zajmuje w nim czołowe miejsca. Młodzież odnosi również sukcesy w konkursach recytatorskich „Poezja i Proza — na Wschód od Bugu” i, „Od Mickiewicza do Miłosza”. W tym ostatnim nasza uczennica w eliminacjach okręgowych zajęła drugie miejsce.
Szkoła nadal odnosi sukcesy w olimpiadach: historycznej, ekologicznej, biologicznej, języka rosyjskiego i języka białoruskiego. W olimpiadzie języka rosyjskiego mieliśmy finalistkę eliminacji centralnych, natomiast w olimpiadzie języka białoruskiego — finalistów oraz laureatów eliminacji centralnych.
W tymże roku szkolnym były cztery klasy maturalne, w których uczyło się 111 osób. W pierwszych klasach było ich 118, co oznacza, że w trakcie czterech lat nauki z różnych powodów odeszło jedynie 7 osób. Uważam, że efektywność pracy liceum jest niezła. Wszyscy uczniowie zostali dopuszczeni do egzaminów maturalnych. Jednak dwie osoby, z niewiadomych przyczyn, nie przystąpiły do nich. Matura, jak to zwykle bywa, wypadła różnie. Trzy osoby odpadły po egzaminie pisemnym. Średnia ocen z matury w poszczególnych klasach przedstawia się następująco:
Klasa IV b 3,85
Klasa IV a 3,80
Klasa IV c 3,63
Klasa IV d 3,44
W roku szkolnym 1997/98 w liceum istnieje 18 oddziałów, 509 uczniów i 33 nauczycieli. I znowu dają znać o sobie Parlament Szkoły, Klub Ekologiczny, konkurs recytatorski „Słowo Ojczyste”, zespół wokalno-instrumentalny „Zniczka”, sekcje sportowe.
Zespół „Zniczka” występował na różnych imprezach oraz uczestniczy w rozlicznych konkursach. W eliminacjach centralnych piosenki białoruskiej zajął on II miejsce i otrzymał puchar od Włodzimierza Cimoszewicza. Nagrodą specjalną była sesja nagraniowa w Radiu Białystok. W efekcie, i dzięki sponsorom, ukazała się kaseta zespołu.
Spośród ważniejszych wydarzeń sportowych tego roku należy wymienić I miejsce naszych siatkarzy w Mistrzostwach Województwa Szkół Średnich oraz II miejsce naszej uczennicy w biegu na sto metrów w zawodach szczebla wojewódzkiego.
Do nowych interesujących przedsięwzięć należy zaliczyć działalność Klubu Spraw Polsko-Białoruskich, przegląd zespołów kolędniczych, udział naszych uczniów w konkursie chemicznym oraz turniej „Sprawni jak żołnierze”. Zarówno w konkursie chemicznym, jak i w turnieju „Sprawni jak żołnierze”, nasi uczniowie dobrze się zaprezentowali.
Bardzo udaną i interesującą imprezą okazał się przegląd zespołów kolędniczych. Wzięli w niej udział dzieci w wieku przedszkolnym, uczniowie szkół podstawowych i średnich. Występowano z gwiazdą i bez gwiazdy. Można powiedzieć, że przegląd z marszu wszedł do kalendarza imprez szkolnych o zasięgu miejskim.
Od wielu lat występuje w liceum młodzieżowy chór cerkiewny. I chwała mu za to, gdyż muzyka cerkiewna jest prawdziwą sztuką. Dużą część chóru stanowią nasi uczniowie.
Interesującą działalność prowadzi Klub Spraw Polsko-Białoruskich. Opiekuje się nim Eugeniusz Jańczuk. Klub na swoim koncie może zapisać, między innymi, następujące przedsięwzięcia:
— konferencja młodzieży mniejszości narodowych w Puńsku,
— nawiązanie kontaktów ze szkołami mniejszości narodowych,
— turniej młodzieży białoruskiej (kilka razy z rzędu zwyciężali w nim nasi uczniowie),
— obóz naukowy w Hryniewiczach.
Jednak największą popularnością cieszą się olimpiady przedmiotowe, w których uczestniczyło wielu naszych uczniów.
W eliminacjach szkolnych olimpiady ochrony środowiska naturalnego udział wzięły 34 osoby. Dwie osoby zakwalifikowały się do eliminacji okręgowych. Jedna z nich została finalistką.
Pięć osób uczestniczyło w olimpiadzie ochrony środowiska w Wyższej Szkole Agrobiznesu w Łomży. Jedna z nich została finalistką.
W eliminacjach szkolnych olimpiady ekologicznej udział wzięło 14 osób. Do eliminacji okręgowych zakwalifikowały się trzy osoby, z których jedna została finalistką eliminacji centralnych.
W eliminacjach szkolnych olimpiady biologicznej udział wzięło 12 osób, z których siedem zakwalifikowało się do eliminacji okręgowych.
W olimpiadzie geograficznej udział wzięły 3 osoby. Jedna z nich zakwalifikowała się do eliminacji wojewódzkich.
W olimpiadzie historycznej udział wzięło 7 osób.
W olimpiadzie języka rosyjskiego uczestniczyło 20 osób, z których 6 przeszło do eliminacji okręgowych. Jedna uczennica została finalistką eliminacji centralnych.
W olimpiadzie języka angielskiego udział wzięło 23 osoby, z których jedna zakwalifikowała się do eliminacji okręgowych.
W olimpiadzie języka niemieckiego udział wzięło 9 osób, z których jedna zakwalifikowała się do eliminacji okręgowych.
W olimpiadzie języka białoruskiego udział wzięły 32 osoby. Do eliminacji centralnych doszło 8 osób, wśród których byli laureaci.
Liceum miało również swojego laureata w I Olimpiadzie Wiedzy o AIDS.
A oto inne, dosyć interesujące według mnie, wyniki tego roku szkolnego.
Do egzaminów maturalnych zostali dopuszczeni wszyscy uczniowie w liczbie 123 osób. Jedna z nich do egzaminu nie przystąpiła, natomiast jedna osoba, po zdaniu części pisemnej, nie przystąpiła do egzaminu ustnego. Średnia ocen z matury wyniosła 3,59. Średnia ocen na koniec roku szkolnego w całej szkole — 3,5. We wszystkich klasach wystawiono tylko 6 ocen niedostatecznych. Uważam, że tak minimalna liczba ocen niedostatecznych świadczy o dobrej pracy nauczycieli poszczególnych przedmiotów oraz uczniów. Potwierdzeniem tego są wysokie oceny zachowania uczniów: wzorowe — 64, bardzo dobre — 284, dobre — 152, nieodpowiednie — 5.
Podobne osiągnięcia uzyskiwane są w pracy dydaktyczno-wychowawczej w roku szkolnym 1998/99. Nie wszystkie założenia planu pracy szkoły zostały już zrealizowane, dlatego nie czas jeszcze na podsumowanie i ocenę tego roku szkolnego. Wiadomo, że wszyscy uczniowie klas maturalnych zostali dopuszczeni do egzaminu dojrzałości. Wiemy również, że szkoła osiąga dobre wyniki w różnych konkursach i olimpiadach przedmiotowych. W eliminacjach centralnych olimpiady języka białoruskiego uczennica naszego liceum Anna Najbuk zajęła I miejsce. Jest ona także finalistką centralnych eliminacji języka rosyjskiego. Nasz zespół wokalno-instrumentalny zajął II miejsce w konkursie „Piosenka Białoruska ’99”, itd.
Rok szkolny 1999/2000 jest dla naszego liceum rokiem jubileuszowym, gdyż minęło 50 lat jego istnienia. Pięćdziesiąt lat to poważny wiek zarówno w życiu człowieka, jak i społeczeństwa szkoły. Dlatego też widoczne są ogromne zmiany, które zaszły na przestrzeni tego okresu. Zmiany w zewnętrznym wyglądzie liceum i w tym, co odbywa się wewnątrz budynku. Porównanie dawnej kondycji liceum z jego obecnym stanem jest wręcz niemożliwe. Tak bardzo zmienił się jego wygląd, charakter oraz warunki pracy w nim. Liczebnie i jakościowo zmienia się również młodzież licealna i kadra pedagogiczna, jej oblicze i sposób myślenia. W ciągu pięciu lat całkiem zmienili się nasi tutejsi Białorusini.
Kiedyś była to maleńka, prymitywna i uboga szkółka. Teraz jest to poważna szkoła średnia w pełnym tego słowa znaczeniu. Wtedy każda klasa składała się tylko z jednego oddziału. Była niewielka liczba uczniów i nauczycieli. W tym roku szkolnym istnieje 19 oddziałów z 535 uczniami. Pracuje w niej 40 wysoko wykwalifikowanych nauczycieli.
Jeszcze nie tak dawno nie było biblioteki, wszystkich klaso-pracowni i profilowanych klas. W liceum nie było nawet bieżącej wody i toalet. Prymitywne ubikacje znajdowały się w odległości około 50 metrów od szkoły. Obecnie wszystko znajduje się na miejscu — piękne, czyste i funkcjonalne toalety oraz piękna sala gimnastyczna z prysznicami. Do każdego przedmiotu jest jedna bądź dwie sale lekcyjne, w których znajduje się literatura podręczna i inne pomoce. Jest gabinet do nauki języków obcych, gabinet lekarski, muzyczny, sala komputerowa oraz Internet. Mieści się tu bogato wyposażona biblioteka, wideoteka, czytelnia, stołówka.
Licealiści maja do wyboru klasy o profilu matematyczno-fizycznym, biologiczno-chemicznym, humanistycznym i podstawowym. W szkole, oprócz języka polskiego i białoruskiego, nauczany jest język rosyjski, niemiecki, angielski i łaciński.
Dzięki temu wszystkiemu liceum osiąga dobre wyniki.
Obecnie najbardziej popularnymi i autorytatywnymi wskaźnikami wartości zawodowej człowieka bądź instytucji są rankingi. W rankingu liceów byłego województwa białostockiego w roku szkolnym 1997/98 udział wzięło 30 z ogólnej liczby 41 liceów. Chociaż nie ma obowiązku udziału w rankingu, to powszechnie wiadomo, że nie przystępują do niego ci, którzy nie mają czym się pochwalić.
Trzeba przyznać, że rankingi dosyć dokładnie badają pracę, a tym samym wartość szkół. Pod uwagę brane się następujące kryteria:
— kandydaci,
— matura,
— osiągnięcia szkoły,
— absolwenci,
— formy pracy pozalekcyjnej,
— baza szkoły.
Właśnie w takim rankingu liceum białoruskie w Hajnówce uzyskało szóstą lokatę.
Czwarty numer„Czasopisu” z 1999 roku donosi: „Liceum Ogólnokształcące z białoruskim językiem nauczania im. Bronisława Taraszkiewicza w Bielsku Podlaskim i białoruskie liceum w Hajnówce znalazły się w pierwszej dziesiątce w „Ogólnopolskim Rankingu Liceów ’99”. W rankingu uwzględniono 675 szkół z całej Polski. Czteroosobowa kapituła kierowała się sukcesami szkół w ogólnopolskich olimpiadach przedmiotowych”. Gratuluję!...
W ciągu minionych 50 lat hajnowskie liceum białoruskie ukończyło 46 roczników i 2501 absolwentów.
Trzeba przyznać, że w dużym stopniu zmieniła się także nasza tutejsza białoruska społeczność. Podczas tego trudnego i stosunkowo długiego etapu zatraciliśmy sporo z tego, co w nas dobre i interesujące. Pozbyliśmy się również niemało zbędnego i szkodliwego nam balastu. Dużo też zyskaliśmy. Jeżeli porównamy liczbę uczniów pod względem pochodzenia społecznego w początkach istnienia liceum ze stanem obecnym, wówczas przekonamy się jakie wielkie zmiany nastąpiły w naszym społeczeństwie. Początkowo największy odsetek uczniów stanowiła młodzież pochodzenia chłopskiego, znacznie mniej było uczniów pochodzenia robotniczego, a tylko jednostki z rodzin inteligenckich. Tak oto niekorzystnie układała się tutaj struktura naszego białoruskiego społeczeństwa. Jednak przyszły czasy, które zaczęły szybko zmieniać owe niekorzystne proporcje. Między innymi, dzięki naszemu liceum białoruskiemu. W roku szkolnym 1998/99 wyglądało to następująco: pochodzenie chłopskie miało 15% uczniów, robotnicze — 61%, inteligenckie — 24%. Z tego widać, jak znaczny rozwój intelektualny nastąpił w naszym społeczeństwie. Czego by nie mówić o poprzednim okresie, jednak w tym względzie zasługa PRL-u jest bezsprzeczna.
Zmienił się także charakter naszego narodu. Nasze młode pokolenie nie cechuje już poczucie niższości i niedowartościowania, co tak bardzo dokuczało naszym poprzednim pokoleniom.
Każdego roku odchodzą z liceum uczniowie ostatnich klas i każdego roku przychodzą uczniowie do klas pierwszych. Niemal każdego roku odchodzą z liceum również nauczyciele, a na ich miejsce przychodzą nowi. W 1995 roku odeszła na emeryturę nauczycielka języka rosyjskiego i białoruskiego Eugenia Bujnowska. W 1998 roku odszedł z liceum do innej pracy nauczyciel historii Eugeniusz Wappa, nauczyciel języka białoruskiego Aleksy Moroz oraz języka angielskiego Maria Tychoniuk.
Oto nauczyciele, którzy w 1999 roku pracowali w liceum:
1. Eugeniusz Saczko — dyrektor
2. Aleksander Ławrynowicz — zastępca dyrektora
3. Maria Stepaniuk — bibliotekarka
4. Elżbieta Mikłaszewicz — język polski
5. Hanna Klimczuk — język polski
6. Helena Jonasz — język polski
7. Jan Misiejuk — język polski, język łaciński
8. Olga Sienkiewicz — język białoruski
9. Jan Karczewski — język białoruski
10. Jolanta Grygoruk — język białoruski
11. Krystyna Bielewska — język rosyjski
12. Agnieszka Perdion — język angielski
13. Jadwiga Dąbrowska — język niemiecki
14. Ewa Wasiluk — język niemiecki
15. Elżbieta Seweryn — historia
16. Eugeniusz Jańczuk — historia
17. Alina Plis — biologia
18. Irena Kuptel — geografia
19. Helena Saczko — geografia
20. Eugenia Wróblewska — fizyka
21. Halina Pszczoła — chemia
22. Irena German — chemia, biologia
23. Irena Klimowicz — matematyka
24. Maria Lewicka-Szwarc — matematyka
25. Nina Łukasik — matematyka
26. Sławomir Czykwin — informatyka
27. Bożena Lewczuk — muzyka
28. Sławomir Kulik — przysposobienie obronne
29. Roman Daniluk — wychowanie fizyczne
30. Irena Grygoruk — wychowanie fizyczne
31. ks. Jerzy Ackiewicz — religia prawosławna
32. ks. Marek Jakimiuk — religia prawosławna
33. Marek Jakimiuk — religia prawosławna
34. ks. Zbigniew Niemyjski — religia katolicka
Wszyscy uczniowie liceum mają dobre przygotowanie oraz umiejętnie i z poświęceniem wykonują swoją niełatwą pracę. Dlatego też liceum osiąga dobre wyniki.
Przez cały czas istnienia hajnowskiego liceum białoruskiego jego uczniami i nauczycielami byli zarówno Białorusini, prawosławni i Polacy, katolicy oraz przedstawiciele innych narodowości i wyznań. Przepracowałem w liceum 35 lat, lecz z żadnymi podziałami czy konfliktami na tle narodowościowym bądź religijnym nie spotkałem się. Ten problem tutaj nie istniał. Naturalnie, że taki problem nie powinien mieć miejsca w żadnej innej szkole. Dyrektorzy i nauczyciele mają dość dużo sposobów, aby nie dopuszczać do takich sytuacji. Wynika to także z założeń programowych, według których wszyscy uczniowie powinni tworzyć zgodną rodzinę, takie mini społeczeństwo.
Dużą rolę w tej istotnej pracy wychowawczej powinna odgrywać katecheza oraz księża i katecheci wszystkich konfesji, wyznawcy których uczą się w szkole. Nauczanie religii nie powinno sprowadzać się do udowodnienia czyje wyznanie jest lepsze i bardziej właściwe. Istotą jest szukanie wspólnych cech wszystkich wyznań, jak miłość do Boga i do drugiego człowieka, gdyż generalnie, człowiek człowiekowi jest bratem. Czyż nie tego oczekuje od nas Bóg?
Wiadomo, że przede wszystkim należy poznać, lubić i szanować własną religię. Nie można wymagać jednak od innych, aby czynili to samo co my. Każda religia jest drogą do Boga. A która z dróg jest najprostsza, najkrótsza i najmilsza Bogu tego wskazać nie możemy. Pozostawmy to tylko i wyłącznie Najwyższemu. Bóg, zapewne, w swoim czasie to uczyni.
Bardzo mile wspominam swoich uczniów, których mnóstwo przeszło przez moje ręce. O ile przypominam, to żaden z nich większych kłopotów z nauką języka białoruskiego nie miał. Na lekcjach języka białoruskiego oraz na egzaminach z tego przedmiotu starałem się być bardziej tolerancyjny w stosunku do tych uczniów, którzy nie byli pochodzenia białoruskiego. Widziałem bowiem z jakim trudem przychodzi im na początku nauka tego języka. Miałem do nich swoją skrytą sympatię za to, że świadomie wybrali nasze liceum, podczas gdy wielu Białorusinów uciekało od naszej szkoły w obawie przed splamieniem swego życiorysu białoruskością. Cieszyły mnie bardzo osiągnięcia tych uczniów na niwie białoruskiej. Nie raz poznawali oni ten język lepiej aniżeli wielu rdzennych Białorusinów.
Czy warto jednak komuś innemu, niż Białorusinom, uczyć się w liceum białoruskim, w którym nauka jest trudniejsza i trudniej zdać maturę?
Myślę, że warto. Ci młodzi ludzie, którzy dodatkowo poznają język białoruski, literaturę i historię narodu, będą duchowo o wiele bardziej bogatsi, aniżeli ich rówieśnicy, kończący licea polskie. Ta dodatkowa wiedza będzie w pewnym stopniu pomocna im w życiu. Z pewnością nie zaszkodzi ich polskości, a wręcz przeciwnie, wzbogaci ich oraz ich własną kulturę. Przykładów takich w kulturze polskiej jest wiele.
* * *
Na koniec warto powiedzieć kilka słów o pracy oraz roli nauczycieli języka białoruskiego w liceach białoruskich. Tę pracę znam dobrze, gdyż sam przepracowałem aż 35 lat jako nauczyciel białorutenista. Jednocześnie pracowałem w charakterze nauczyciela języka rosyjskiego, więc mam porównanie. I na tej podstawie mogę powiedzieć, że praca nauczyciela do łatwych nie należy. Obecnie też jest niezbyt wdzięczna. Jeszcze bardziej ciężką i niewdzięczną jest praca nauczyciela języka białoruskiego. Dlaczego?
Po pierwsze — baza materialna tego przedmiotu jest uboga, żeby nie powiedzieć mizerna. To od niej zależy komfort pracy oraz jej efekty. Po drugie — niemal wszyscy są z nas niezadowoleni. Ci. będący po lewej stronie i ci, z prawej, oraz ci, którzy są bliżej środka. Jedni krzyczą na nas z powodu nacjonalizmu, który to rzekomo wpajamy w naszych liceach, inni — za niedostateczną białoruskość w liceach i wśród uczniów. Pozostali zadają pytanie — po co to wszystko?
Na zarzuty tych, którzy imputują nam wpajanie nacjonalizmu białoruskiego, odpowiem tylko tyle, że pretensje do nas, Białorusinów, o nasz „nacjonalizm” są jakimś nieporozumieniem albo złą wolą. Tak spokojnych, lojalnych i wiernych wobec swojej Ojczyzny — Polski, jak nasi Białorusini, nie znajdziemy wśród innych narodów. Takimi zresztą byli nasi dziadowie, ojcowie oraz podobnie wychowujemy swoje dzieci. Białorusini zawsze potrafili i potrafią szanować swoją ojczyznę.
Dosyć prymitywne i śmieszne są pretensje tych trzecich. Jeszcze bardziej śmiesznym oraz smutnym jest fakt, że często przeciw szkolnictwu białoruskiemu występują i plotki o nacjonalizmie białoruskim sieją sami Białorusini. Żal mi ich, z takimi nie warto nawet polemizować.
Natomiast z tymi, którzy za niedostateczną białoruskość w naszych liceach obarczają jedynie nauczycieli i szkołę, należałoby podyskutować szerzej.
Przedtem jednak należałoby odpowiedzieć na pytanie, dotyczące tego jak my, nauczyciele, oceniamy stan ducha białoruskiego oraz białoruskość w naszych liceach.
Sam obie kwestie oceniam pozytywnie i nie raz o tym mówiłem. Ale czy wszyscy posiadają dostateczną świadomość? Na pewno nie! I o tym my — nauczyciele białoruteniści — doskonale wiemy i to nas martwi. To — po pierwsze. Po drugie — skąd ma się brać ta silna białoruskość?
Nasze licea białoruskie różnią się od zwyczajnych polskich tylko tym, że mamy dodatkowo w każdej klasie po 4 godziny języka białoruskiego tygodniowo oraz że nasza młodzież jest głównie narodowości białoruskiej. Pozostałe przedmioty są nauczane w języku polskim. Oznacza to, że białoruskość u nas opiera się jedynie i zasadniczo na nauczycielach języka białoruskiego oraz na samym przedmiocie. Trzeba dodać, że większość uczniów, którzy przychodzą do klasy pierwszej naszego liceum, nigdy wcześniej nie uczyła się języka białoruskiego i zupełnie go nie zna. Młodzież miejska w domu i na ulicy posługuje się językiem polskim, natomiast wiejska, której coraz mniej w szkole, zna jedynie gwarę białorusko-ukraińską, mocno odbiegającą od norm literackich. Biorąc to wszystko pod uwagę, a także fakt, że młodzież jest przeładowana różnymi przedmiotami oraz do nauki zbytnio się nie garnie, rodzi się pytanie: jak wiele można nauczyć się w ciągu czterech lat? I do tego w sytuacji, gdy dom, ulica, prasa, radio i telewizja są całkowicie polskojęzyczne. I czy należy dziwić się temu, że uczniowie o wiele lepiej wiedzą i chętniej posługują się językiem polskim, aniżeli białoruskim? Jednakże wiele osób nie chce tego zrozumieć i ma duże pretensje o stan białoruskości właśnie do nas — nauczycieli języka białoruskiego.
Nie tak dawno nauka języka rosyjskiego w naszych szkołach była obowiązkowa. Lecz kto znał ten język? Bywało i tak, że po rozpadzie obozu socjalistycznego nawet niektórzy nasi uczeni zaczęli publicznie się chwalić, że nie znali języka rosyjskiego, chociaż nauka była obowiązkowa. Wszystko dlatego, że nienawidzili Związku Radzieckiego. Śmieszne? Oczywiście, że śmieszne. Bo jeśli rangą naszego patriotyzmu jest to, co powinno być napiętnowane, wówczas jest to śmieszne, prymitywne i szkodliwe. Tym bardziej, że i nieprawdziwe. Czyż nie znali języka rosyjskiego tylko dlatego, że nienawidzili wujka Wani? Więc dlaczego język wujka Sama, Johna, Charle’a, czy Franza, których tak bardzo kochają, jeszcze gorzej od języka wujka Wani znali?!... Ale to już tylko tak przy okazji.
Na stan świadomości narodowej każdej nacji, oprócz szkoły, pracuje dom, rodzina, ulica, inteligencja, kościół... Ich rola w kształtowaniu świadomości narodowej jest nie mniejsza, o ile nie większa, aniżeli szkoły. A na świadomość narodową takiej mniejszości jak nasza, wpływa też państwo-macierz. W naszym przypadku — Republika Białoruś.
Jak więc działają owe ogniwa u nas? Delikatnie mówiąc — nijak, jeśli chodzi o sprawy narodowościowe, żeby nie powiedzieć, że antybiałorusko. Dlaczego więc całą winą za stan świadomości narodowej naszej młodzieży chce się obarczyć nauczycieli oraz szkołę?
W ostatnim czasie całe szkolnictwo polskie zaczęło, jak się to mówi, robić bokami. Białoruskie cały czas w ten sposób działało. A jednak w dziedzinie szkolnictwa białoruskiego zrobiło się u nas niemało. Czy możemy sobie wyobrazić jak wyglądałaby nasza mniejszość, gdyby w odpowiednim czasie nie wykorzystano szansy na odrodzenie szkolnictwa i utrzymania go dotąd? Z pełną odpowiedzialnością można powiedzieć, że życie naszej narodowości byłoby bardziej uboższe.
Licea białoruskie bez zbędnej skromności można nazywać kuźniami naszej inteligencji. Miały one również swój pozytywny wpływ na tych, którzy nie zetknęli się z nimi. Każdy, kto słyszał o szkołach białoruskich, zapewne zastanowił się nad swoimi korzeniami oraz pomyślał o tych, którzy nie chcą zapomnieć i wyrzec się własnej kultury. Licea białoruskie miały też wychowawczy wpływ na niezbyt tolerancyjne polskie środowisko. Zwracały bowiem uwagę, że w północno-wschodniej Polsce żyją Białorusini, którzy nadal pragną nimi pozostać.
W 1999 roku liceum białoruskie w Hajnówce skończyło 50 lat swego istnienia. Przez cały ten czas pokonało ono, podobnie jak całe nasze szkolnictwo białoruskie, krętą i trudną drogę. Większość tego typu szkół powstało i działało w okresie Polski Ludowej. Ówczesne władze nie sprzyjały mniejszościom narodowym oraz ich szkolnictwu. Stan taki istniał często nie bez winy samych mniejszości bądź ich przedstawicieli. Tak więc szkolnictwo białoruskie powstało i przetrwało dotąd tylko dzięki grupie entuzjastów. Wśród nich największą część stanowią nauczyciele. Jest to grupa ludzi, którzy uparcie poświęcają się tej sprawie. Ten, kto całym sercem był oddany idei szkolnictwa białoruskiego, szans na tzw. karierę nie miał. Również dlatego wielu naszych nauczycieli, jak i uczniów, szybko stąd uciekało.
Pozostało dać odpowiedź na jeszcze jedno pytanie: czy warto było pracować w charakterze nauczyciela białorutenisty i w ogóle jako nauczyciela? Otóż, warto. Bez względu na wszelkie problemy i trudności. Bo cóż może być ważniejsze oraz ciekawsze niż nauczanie i wychowanie młodego pokolenia? Aż dziw bierze, że żadna z naszych ekip rządzących nie rozumiała tego i nigdy nie doceniała pracy nauczyciela, a tym samym nauczania młodego pokolenia. Tak było za czasów PRL-u, tak jest i obecnie. Szkoda, gdyż inwestowanie w człowieka, w jego naukę zawsze daje największe efekty.
Jakie cechy powinien posiadać nauczyciel? Powinien lubić młodzież oraz swoją pracę. Powinien być człowiekiem cierpliwym i — w miarę możliwości — sprawiedliwym. Czy sam w trakcie swojej wieloletniej pracy potrafiłem być taki? Niestety, nie zawsze. A bywało i tak, że dotąd mam wyrzuty sumienia. Tak więc, wpajając mądrość i dobroć, zdarzały mi się wypadki przy pracy.
Szkoła — to bardzo energiczny i impulsywny organizm, w którym, jak w kalejdoskopie, przeplatają się ze sobą różne obrazy, sceny, nastroje i sytuacje. Radość przeplata się ze smutkiem, optymizm z pesymizmem, powaga z czymś śmiesznym. A nauczyciel powinien umieć się zachować w każdej sytuacji.
Bardzo lubiłem spotykać się z rodzicami moich uczniów. Szczególnie lubiłem zebrania rodziców, tzw. wywiadówki. Jeśli ma się odpowiednie podejście i potrafi się wzbudzić w rodzicach szczerość, dopiero wówczas można usłyszeć wiele ciekawego. Mnie udawało się to często. Może dlatego, że nigdy nie zwracałem się do nich w języku urzędowym. Oni rozmawiali w swoim pięknym dialekcie.
Bardzo interesujące były tradycyjne coroczne szkolne imprezy, na przykład otrzęsiny i studniówki. Jednak, bodaj najważniejsze i najciekawsze były i są sentymentalno-patriotyczne uroczystości o nazwie „ostatni dzwonek”. Są to doroczne pożegnania absolwentów. Wesołe i jednocześnie smutne. Biorą w nich udział uczniowie i wszyscy nauczyciele, rodzice absolwentów oraz przedstawiciele władz miejskich. Aby przybliżyć atmosferę takiej imprezy, spróbuję przedstawić jedną z nich, a mianowicie z 1984 roku. Były wówczas w naszym liceum tylko dwie maturalne klasy — IV a i IV b. Wychowawcą jednej z nich byłem właśnie ja.
Pożegnanie absolwentów w 1984 roku odbyło się 7 czerwca. Było ono bardzo uroczyste i składało się z dwóch części — oficjalnej i nieoficjalnej (w tym czasie istniała, nie tylko w oświacie, taka tradycja, że części oficjalnej towarzyszyła nieoficjalna, i ta druga była czasem ważniejsza od tej pierwszej).
Podczas części oficjalnej dominowały przemówienia, kwiaty i łzy. Morze przemówień, łez i kwiatów. Wiadomo, pożegnanie. Młodzież na zawsze żegnała się ze swoją szkołą, nauczycielami, kolegami i odchodziła w siną dal. A ta dal, jak się okazuje, nie była już taka sina. Doskonale o tym wiedzieliśmy. Młodzież również patrzyła realnie w przyszłość. Więc jak tu nie zapłakać? Nie pamiętam już nawet, czy swoją gorzką, służbową łzę uronił wychowawca klasy IV a.
Kochani! Uważam, że uroczystości typu „ostatni dzwonek” są potrzebne, ale nie przesadnie smutne. Lubię je i jednocześnie nie. Przy tej okazji przychodzą mi na myśl słowa z wiersza Jesienina: „Tu rozpłakać się może nawet krowa...”.
Po otrzymaniu świadectw dojrzałości nasi wychowankowie od razu udowodnili, że zasługują na to miano. Później się dowiedziałem, że wybrali się oni całą grupą, aby po dorosłemu uczcić tak ważne w ich życiu wydarzenie.
Nauczyciele nie pozostali w tyle. Rodzice tej zdolnej młodzieży zabrali nas, zmęczonych czteroletnią nieprzerwaną dydaktyczno-wychowawczą pracą na część nieoficjalną. Nie odbyła się ona w ścianach naszej Alma Mater i nie przed sztandarem szkoły, lecz w miejscu o romantycznej nazwie „Leśniczanka”.
O ile część oficjalna w pełni taką nie była, o tyle część nieoficjalna w pełni zasługuje na swoje miano. Tu dokładnie pasowało określenie „spotkanie na najwyższym szczeblu”. Jakże inaczej można określić poziom spotkania, gdy na głowę uczestnika wypada około pół litra! A wódka nasza nawet w czasach kryzysu była mocna i wcale nie była towarem deficytowym.
Podczas części nieoficjalnej dominowały toasty oraz dźwięk kieliszków, stoły były obficie zastawione jedzeniem. Łatwiej było określić czego tam nie było, aniżeli wyliczyć wszystkie znajdujące się potrawy. Wszystko było niezwykle umiejętnie ustawione. Centralne miejsce zajmowały różnokolorowe potrawy mięsne. Między nimi przepływały rzędy ryb. Obok dań rybnych i mięsnych wznosiły się torty i piramidy chleba. Po obu stronach były jeszcze różne przysmaki oraz sałatki. Przed każdym gościem stał kieliszek na alkohol i szklanka na napoje. Stół wieńczyły baterie różnorodnych butelek. Wszystko to stanowiło wizualno-zapachową symfonię. Toteż nic dziwnego, że pedagodzy, ludzie z natury ostrożni i skromni, pogubili się w tym wszystkim. Okazywali nerwowość i pośpiech, ale tylko na początku. Po kilku toastach wszystko wróciła do normy.
Warto przyjrzeć się gościom. W samym środku dostojnie siedział pan inspektor. On nawet tutaj wykonywał obowiązki służbowe. Obok niego siedział rozpromieniony, uradowany pan dyrektor. I jak tu nie być zadowolonym, skoro tak dobrze wypadły egzaminy maturalne oraz część oficjalna pożegnania! Wszystko to nie mogło się nie podobać dyrektorowi, uczniom, rodzicom oraz górze, od której szkoła była zawsze w pewnym stopniu zależna. Po lewej i prawej stronie kierownika skromnie usiedli wychowawcy klas czwartych a i b. Dalej, świecąc łysinami i siwymi włosami, usiadło pozostałe grono pedagogiczne. Między nimi uwijali się rodzice.
Czym zakończyło się to pożegnanie dla mnie oraz dla pozostałych doświadczonych pedagogów nie będę pisał, bo czasu nie starczy.
A jakie cudowne były toasty! Wyrażały one głównie podziękowania i pochwały rodziców pod adresem pedagogów za naukę i wychowanie dzieci. Niemała część tych pochwał była skierowana pod moim adresem. Potem sam dokładnie nie wiedziałem czy rzeczywiście tak dobrze wychowywałem powierzoną mi latorośl oraz jej rodziców i wdzięczność ta była prawdziwa, czy rodzice robili to z radości, iż w końcu uwolnią się od moich pouczeń na temat jak należy wychowywać swoje dzieci. Obiektywnie patrząc, było czym się cieszyć. Oto bowiem żaden mój uczeń tego rocznika nie miał konfliktu z prawem. Uważam więc, że również moja, wychowawcy, zasługa w tym jest.
Źródło: Zespół Szkół z Dodatkową Nauką Języka Biłoruskiego w Hajnówce
klub.chip.pl/lo2hajn/
|
- Lista podręczników
- Nauczanie języka białoruskiego w Polsce
|