Warszawa chce włączyć instytucje europejskie, nawet Międzynarodowy Fundusz Walutowy, do obrony Polaków na Białorusi.
Jak pomóc Związkowi Polaków na Białorusi Andżeliki Borys, którego rząd Łukaszenki nie uznaje, który prześladuje i któremu w zeszłym tygodniu próbował odebrać Dom Polski w Iwieńcu?
- Angażujemy instytucje europejskie i międzynarodowe - mówi "Gazecie" wysokiej rangi polski dyplomata.
Przez ostatnie dwa lata Mińsk zbliżył się nieco do Unii Europejskiej, licząc na pomoc gospodarczą i inwestycje. Są one dla białoruskiej gospodarki kluczowe, bo Rosja nie kwapi się już do dotowania sąsiada i wystawia mu coraz bardziej słone rachunki. Dąży też do przejęcia białoruskich przedsiębiorstw, zwłaszcza strategicznych.
To dlatego przyciśnięty do muru reżim Aleksandra Łukaszenki jakiś czas temu wykonał kilka ukłonów w stronę Zachodu, m.in. wypuścił więźniów politycznych oraz nieco poluzował politykę wobec opozycji i niezależnych mediów. W maju Białoruś przystąpiła do programu Partnerstwa Wschodniego, które ma zbliżyć sześć państw poradzieckich z Unią.
Ostatnio jednak liberalizacji na Białorusi jest raczej niewiele, czego jednym z przejawów są represje wobec ZPB prezes Andżeliki Borys.
W sobotę szef MSZ Radosław Sikorski rozmawiał ze swoim białoruskim kolegą Siarhiejem Martynauem. - Rozmowa była ostra i do bólu szczera. Przedstawiliśmy stronie białoruskiej, co może stracić, jeśli represje wobec białoruskich Polaków nie ustaną - mówi nam polski dyplomata.
Warszawa chce, by podobny przekaz poszedł teraz do Mińska z Brukseli. - Mam nadzieję, że jeśli to samo co od nas Mińsk usłyszy od szefa Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka, szefowej unijnej dyplomacji baronessy Margaret Ashton oraz być może samego szefa Komisji Europejskiej José Manuela Barrosa, to nasz przekaz zostanie potraktowany poważnie - mówi nasze źródło.
Polska rozważa, by do nacisku na Mińsk użyć Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który rozpatruje przyznanie pomocy finansowej Białorusi. Bez pieniędzy MFW Mińsk będzie skazany na wiszenie u klamki Moskwy.
W Domu Polskim w Iwieńcu, gdzie od zeszłego czwartku są działacze lojalni wobec Andżeliki Borys, panuje teraz spokój. Sprzed budynku zniknęli milicjanci i tajniacy. Władze, przynajmniej na razie, zrezygnowały z zajęcia budynku siłą i przekazania go Związkowi Polaków lojalnemu wobec Łukaszenki.
Natomiast w niedzielę wieczorem państwowa telewizja nadała reportaż o tej sprawie i po raz kolejny za konflikt obwiniła Borys. W reportażu nie ma słowa o tym, że pięć lat temu została ona wybrana na prezesa ZPB w demokratycznych wyborach. Sugeruje się za to, że w Domu Polskim w Iwieńcu nic się nie działo, że został on zawłaszczony przez rozłamowców i że doszło tam do naruszeń finansowych.
Polski MSZ zaprzecza zarzutom, że zostawił białoruskich Polaków i w imię przeciągnięcia Mińska na Zachód przestał się liczyć z Andżeliką Borys i skupionymi wokół niej ludźmi. - Jest ona mile widzianym gościem w MSZ, konsultujemy się, była nawet u mnie w domu - mówi "Gazecie" min. Sikorski.
Polscy dyplomaci nie chcą komentować, dlaczego goszczący tydzień temu na Białorusi wicepremier Waldemar Pawlak nie odwiedził Iwieńca. Zdaniem protestujących tam Polaków byłby to wyraźny sygnał, że Warszawa jest po ich stronie. Wczoraj Pawlak miał dzwonić do swego białoruskiego odpowiednika, gospodarza niedawnej wizyty w Mińsku, z prośbą o protekcję w sprawie Polaków.
Natomiast białoruscy opozycjoniści zwracają uwagę na czystkę, która równolegle z awanturą o Dom Polski w Iwieńcu toczy się w KGB. Prezydent Łukaszenka odwołuje ze służby wysokiej rangi oficerów uznawanych za prorosyjskich i mianuje na ich miejsce swoich ludzi. - Są to działania niezwykle radykalne - komentuje Mikoła Statkiewicz, działacz Białoruskiej Partii Socjaldemokratycznej.
Jedna z wersji zakłada, że atak na Związek Polaków Andżeliki Borys był prowokacją prorosyjsko nastawionej części elity politycznej, by popsuć stosunki Mińska z Warszawą, a tym samym zamrozić dialog z Europą. Urzędnicy reżimu oczywiście milczą w tej sprawie. Łukaszenka oznajmił tylko, że zmiany w KGB są "początkiem praktyki rotacji kadr, która będzie kontynuowana we wszystkich strukturach siłowych".
Dla "Gazety" Andżelika Borys, prezes Związku Polaków na Białorusi
- Sytuacja wokół Domu Polskiego w Iwieńcu ustabilizowała się przynajmniej na razie. Do władz musiały przemówić argumenty z Warszawy. Trwa jeszcze na nas nagonka w państwowych mediach, ale to raczej próba odreagowania przez władze, że ich plan się nie udał.
Nie rozumiem, dlaczego próbowano przejąć dom w Iwieńcu siłą. Od pewnego czasu są na Białorusi dwa Związki Polaków - nasz i prołukaszenkowski. Staramy się nie wywoływać konfliktów, przestrzegać status quo. Proponujemy konstruktywne wyjście z tej sytuacji. Niech władze pozwolą zarejestrować dwa Związki Polaków i dadzą nam działać choćby pod różnymi nazwami. Ludzie wybiorą, pod czyim przywództwem chcą być. Takie rozwiązanie umożliwi wszystkim wyjście z sytuacji z twarzą. Rozumiemy, że Łukaszenka nie chce się przyznać do porażki, i nie chcemy go do tego zmuszać. |